Do Ciebie, do mądrych, do głupich.

Jesteś staruszką spotkaną w cukierni, panią wchodzącą do sklepu, szpakowatym panem na poczcie, wujkiem, kobietą mijaną pod blokiem, ciotką, dawno nie widzianą znajomą, mężem koleżanki. Raz w życiu jesteś. Na ułamek chwili, jak płatek śniegu na otwartej dłoni. Mogłabym pomyśleć o Tobie ciepło. Uśmiechnąć się do jogurtów w Twojej siatce i wyobrazić sobie czekające na nie wnuki, ale mi nie pozwalasz. Nie dajesz mi przejść obok siebie z uśmiechem. Otwierasz usta i mówisz, a Twoje słowa sprawiają, że chce mi się wyć. Nie będę urządzać scen, od skrajnych emocji mam to miejsce. Miejsce, w którym również pojawiasz się na chwilę, tylko po to, żeby wyprowadzić mnie z równowagi.

Jakie niegrzeczne dziecko! – mówisz. Zaglądasz mi do gondoli, widzisz krzyczącego noworodka i masz odwagę wygłosić te słowa. Płacz sprawia, że jest niegrzeczny? Nie obchodzi Cię, czy coś mu dolega, czy jest mu za zimno, za gorąco, smutno, choruje, jest głodny? Nie. Wiesz jedno: jest niegrzeczny, bo płacze. Płacz jest oznaką braku wychowania i posłuszeństwa. Płacz to synonim rozwydrzenia dziecka. Nic innego się nie liczy. Wiek, miejsce, okoliczności? Jest niegrzeczny bo płacze, to dla Ciebie takie oczywiste. Rozwiązanie też masz banalnie proste: ZBIJ! Tylko ja jestem głupią idiotką.

Jakie niedobre dziecko! – mówisz przed jego narodzinami. Niedobry, bo co? Bo rozstępy na brzuchu i zapuchnięte łydki? Opanuj się człowieku i schowaj te mądrości głęboko w sobie. Nie masz prawa oceniać mojego dziecka. Nigdy. Zwłaszcza przed narodzinami. Niedobre, bo płacze, bo nie chce wejść do wózka, bo od kanapki z szynką woli płatki z mlekiem, bo je piasek, sika w pieluchę, je kozy, wkłada palce do kontaktu, chce lizaka, dostało jedynkę. Tak łatwo Ci przychodzi poniżanie. Tak naturalnie skreślasz moje dziecko i mnie. Moje metody, moje doświadczenia, moje poglądy, mój dla niego świat. Znowu masz proste rozwiązanie: ZBIJ! A ja wciąż jestem głupią kretynką „z sercem”, ale niestety bez mózgu – tak mówisz.

Jesteś niegrzeczny! – masz czelność powiedzieć do mojego dziecka. Wchodzisz do sklepu i widzisz, że płacze, że marudzi a ja pochylam się nad nim i tłumaczę. Uznajesz, że jestem bezradna, bo kto normalny rozmawia z płaczącym dzieckiem? Dziecko nie ma prawa płakać. Nie może okazywać zmęczenia, znużenia i jakichkolwiek złych emocji. Nie zważasz na to, że ma dwa latka. Mówisz, że czterolatek to już „dorosły chłopak” i powinien „umieć się zachować”. Jest niegrzeczny, bo biegnie. Jest niegrzeczny, bo nie chce jeść. Jest niegrzeczny, bo chce iść. Jest niegrzeczny, bo nie chce iść. Jest niegrzeczny, bo przepycha się z bratem. Jest niegrzeczny, bo głośny. Jest niegrzeczny, bo wybiegł na ulicę. Jest niegrzeczny, bo krzyczy. Widzisz odprysk naszego dnia, kilka minut i już wiesz, że wychowuję rozwydrzonego bachora, bo NIE BIJĘ.

To moje dziecko i moja sytuacja kryzysowa. – mówię patrząc w Twoje oczy pełne złości. Okazuje się, że masz przebłysk obywatelskiego obowiązku wychowywania mojego dziecka. Okazuje się, że wychowuję dzieci dla ludzi, że wszyscy będą ponosić odpowiedzialność za moje błędy. Myślisz, że nie wiem? Masz rację, nie mam zielonego pojęcia, gdzie do cholery była Twoja obywatelska postawa, kiedy wyzywałeś na ekspedientkę, kiedy jak czołg równałeś z ziemią staruszków w poczekalni u lekarza, szarpałeś MOJE DZIECKO bo na Ciebie wpadło, piłeś piwo pod sklepem i na oczach mojego dziecka targałeś żonę za włosy? Dlaczego wtedy nie poczuwałeś się do odpowiedzialności? Jesteś wybiórczy i wybrakowany. Ty i Twoje jedyne słuszne rozwiązanie.

Chcesz mi „pomagać”, bo płacze? Gdzie więc byłeś kiedy moje dziecko wyło z bólu w szpitalu, a ja klęcząc przy nim modliłam się całe dnie i noce? Gdzie była twoja pomocna dłoń, kiedy mdlałam ze zmęczenia, nieprzespanych nocy pełnych gorączek, wymiotów, kolek, kaszli, łez cierpienia moich dzieci? Gdzie byłeś, kiedy naprawdę potrzebowaliśmy pomocy? Stałeś za rogiem z pasem. A przy mnie była rodzina, przyjaciele i mąż. Ojciec moich dzieci, którego obrażasz, któremu umniejszasz, bo nie bije. Bo co to za ojciec, który nie przyłoży dziecku? Powinieneś bić syna żeby był twardy – mówisz mu – co z Ciebie za ojciec? Najlepszy – odpowiadam.

Wyprowadź przed sklep i daj w dupę, od razu się uspokoi – radzisz mi. Nie chce jeść? Wpieprz i od razu apetyt mu wróci. Nie chce rysować? Bij. Mówi, że Cię nie lubi? 10 pasów za brak szacunku. Ucieka z domu? Zabiłbym gnoja – mówisz. Nie chce iść do szkoły, odrabiać lekcji? Bij, tylko tak rozum mu wróci. Ma niską samoocenę? Wal, bo głupie. Płacze? Dostaje lanie. Nie płacze? Czyli za mało dostał. Nie chce spać? Klaps na dobranoc. Nie chce wstać? Klaps na pobudkę.Rysuje po ścianach? 5 pasów na gołą dupę, inaczej nie zapamięta, że nie wolno! Za co jeszcze poza niechęcią niewiedzą, roztargnieniem, własnym zdaniem, smutkiem, cierpieniem, ciekawością, zmęczeniem bijesz swoje dziecko? Za co jeszcze każesz uderzyć mi moje?

Dałabyś w dupę, od razu byłby spokój – to jest Twoją złotą radą spływającą z każdą łzą moich synów, którą uda Ci się wychwycić. Twoje rozwiązanie na każdy problem, który Ty widzisz. Czasami zachowanie mojego dziecka jest złe tylko dla Ciebie, bo biegnie. Do mnie biegnie i dobrze i biję mu za to brawo. Twoja metoda jest taka prosta, a ja taka głupia. Niekiedy z rezygnacją kręcisz głową: „jak Ci się chce tak tłumaczyć, przecież do nich nic nie dotrze? Dostaliby raz porządnie i od razu zapamiętaliby, że nie wolno tego robić.”. Tak to widzisz. Miewasz więcej złotych myśli, ostatnio mi poradziłeś: „Byłabyś zdrowsza gdybyś raz na jakiś czas spuściła im porządne lanie,a nie kumulowała te złe emocje w sobie”. Takie masz rozwiązania. Odpowiedzialny obywatelu, a co zrobisz kiedy jakiś rodzic Cię posłucha?

Pójdzie za Twoimi złotymi radami, wyjdzie z płaczącym dzieckiem przed sklep, spuści manto, a ktoś w tym czasie zadzwoni po policję? Weźmiesz jego winę na swoje barki? Co zrobisz, kiedy jakiś rodzic postanowi wyładować swoją złość na dziecku, jak sam mówiłeś, to potrzebne dla zdrowia psychicznego? Co zrobisz kiedy zapomni się w tym wyładowywaniu i niegrzeczny dwulatek wyląduje połamany w szpitalu? Co zrobisz kiedy zatłucze czterolatka na śmierć? Stawisz się na komisariacie i przyznasz, że podżegałeś do popełnienia przestępstwa? Nie?

Będziesz się mądrzyć, że jak dawać to klapsa, bić tak żeby nie było siniaków i złamań. Bić trzeba umieć! Krzyczeć będziesz, że patologia, zwyrodnialcy, debile i kara śmierci dla takich. Czyżby? A może to słabi, bezradni, naiwni, zmęczeni, zagubieni ludzie, którym sprzedałeś swoje złote, zawsze działające metody, których oni chwycili się jak brzytwy, w konsekwencji ucinając dziecku życie? Jesteś obrzydliwym sadystą, najgorszym tchórzem i ograniczonym człowiekiem ślepo wierzącym w swój świat klapsów, pasów i policzków. Chcesz mnie do niego wciągnąć, ale co byś nie mówił, jakbyś mnie nie poniżał i nie obrażał, jakich wizji klęski wychowawczej przede mną nie snuł – nigdy Ci się nie uda. Myśl co mówisz. Myśl do czego zachęcasz, co pochwalasz i czym może się to skończyć odpowiedzialny obywatelu.

Z góry zakładasz, że wychowam dwa potwory, ludzi niekulturalnych, niepracowitych, niemądrych, nieodpowiedzialnych, niekochających. Ordynarnych degeneratów. Bo bez przemocy nie da się wychować dzieci na ludzi. Widzisz tylko dwie metody wychowawcze: dobrą i złą. Dobrą, czyli z klapsem. Złą, czyli bezstresowo. Bezstresowo, czyli telewizor, bajki i rodzic na smyczy i posłudze u dziecka. Dla Ciebie nie istnieje nic pomiędzy. Chciałabym żebyś zobaczył tę olbrzymią skalę możliwości rodzica. Chciałabym, żebyś przede wszystkim ujrzał w dziecku człowieka, który ma uczucia, gorsze dni, swoje zdanie i sposób postrzegania świata. Chciałabym żebyś uwierzył, że rozmowa z dzieckiem jest podstawą mądrego wychowywania, a oprócz niej jest masa innych równie istotnych zdarzeń. Chciałabym, żebyś prawdziwie kochał swoje dziecko. Kochał, czyli nie krzywdził. Wiem, że się nie uda, Ty wiesz lepiej, ja pieprzę od rzeczy, nie znam życia, mam 26 lat, w dupie byłam, gówno widziałam.

Spotykasz mnie w innym miejscu i czasie. Moi synowie uspokajają się po burzy. Pociągają noskami, ocierają łzy. Szepczesz mi do ucha: „Dobrze robisz, nie ma to jak dać w dupę, od razu spokój i każdy zna swoje miejsce”. Wiem, masz jedną prawdę: „dziecko grzeczne jest bite, rodzic się nie przyzna, bo takie czasy, ale wie kiedy wpieprzyć, żeby młode nie mogło usiąść i bardzo dobrze”. Chwalisz mnie, że mądrze wychowuje i puszczasz do mnie oko z pasem między powiekami.

Poklepujesz mnie po ramieniu, obserwując moje grzeczne, kulturalne, radosne i uczynne dzieci. Pewnych pytań mi nie zadasz, do uzyskania tej wiedzy służą inni. Kiedy na horyzoncie pojawi się jakiś dorosły z mojej rodziny, z mojego bliskiego otoczenia, podpytujesz zaniepokojony: „Pewnie bardzo tresuje te dzieci, że takie spokojne?”. Stwierdzasz: „Jacyś za grzeczni są, pewnie zastraszeni?”. Mówisz: „”Musi ich bić, że tak się słuchają”. Ty naprawdę wierzysz, że tylko biciem można wychowywać. Przerażasz mnie.

Widzisz, że pochylam się nad płaczącym synem, że mówię mu coś na ucho a on zaraz potem ociera łzy i biegnie bawić się dalej. Wracam na miejsce na ławce, a Ty mówisz: „Nie ma to jak perspektywa klapsa, od razu spokój.”. I nie bierzesz pod uwagę, że mogłam powiedzieć dziecku cokolwiek innego, niż „uspokój się, bo zaraz dostaniesz w dupę”. Nie chcesz wierzyć, że wystarczyło moje: „nie ma co płakać kochanie, szkoda zabawy, biegnij do dzieci”.

Szokujesz mnie i przerażasz, Ty i Twoja święta prawda. Nic nie rozumiesz, nic do Ciebie nie dociera. Jesteś kupką sprzeczności i wzajemnych wykluczeń. Nauczyłam się z Tobą żyć. Nie walczyć, nie zauważać, nie rozpatrywać Twoich metod. Jednak zawsze, to co mówisz, religia przemocy, którą wyznajesz budzi mój sprzeciw. I naprawdę daruj sobie opowieści o tym jak bardzo jesteś wdzięczny swoim rodzicom za wpierdziel, jak Twoje dzieci są wdzięczne Tobie za pas na gołej dupie i jacy dzięki temu jesteście wspaniali, bo ja moim rodzicom biję pokłony i całuję ich po stopach za to, że mnie nie bili i jak mnie wychowali. I wiesz co? To taka tradycja rodzinna. Moja babcia nie była bita, mój tata nie był bity, ja nie byłam bita, moje dzieci nie są, moje wnuki nie będą… Żyjemy świetnie i od pokoleń budujemy ten świat lepszymi cegłami niż Twoje.

Nie będę bić moich dzieci. Kocham, nie krzywdzę. W każdym z nich widzę człowieka. Obaj mają swoje prawa i obowiązki. Swoje radości i rozterki. Słabe i mocne strony. Darzę ich szacunkiem w zamian oczekując tego samego. Największą moją porażką byłoby, gdyby się mnie bali. Mają mi ufać, wiedzieć, że zawsze i ze wszystkim mogą do mnie przyjść, a nie drżeć przed wizją pasa, bo coś im się nie udało, bo mają problem, z którym nie potrafią sobie poradzić.

Pewnie tu przyjdziesz. Przeczytasz, albo krzykniesz, że tego nie da się czytać. Stwierdzisz, że jestem swoim zaprzeczeniem, bo najpierw krytykuję, że Ty oceniasz mnie, po czym oceniam Ciebie – uzurpuję sobie do tego prawo, które Ty sam dałeś mi swoimi bezwzględnymi o mnie i o moich dzieciach sądami i owszem, czuję się w pełni usprawiedliwiona. Sorry, takie okoliczności. Po lekturze poczujesz się do głębi urażony, obrażony i swoje oburzenie, we spół z wiadrem najobrzydliwszych pomyj, wylejesz na mnie, umieszczając mnie poniżej poziomu morza. Bijesz, więc jesteś słabym, leniwym, ograniczonym człowiekiem. Radzisz mi bić, więc jesteś przerażającym, bezuczuciowym, bezmyślnym, ograniczonym człowiekiem. I co się złościsz, i co się bulwersujesz i obrażasz? Taki jesteś biedny skrzywdzony i poniżony? Pomyśl, przecież to Twoja metoda ułatwiająca pojmowanie świata, tylko z pasem mi do Ciebie za daleko.

Zaczniesz mi tłumaczyć, że klaps to nie bicie, że niektórym dzieciom to się należy, a Ty swoich nigdy nie biłeś. Zadeklarujesz, że w sumie, to nie jesteś zwolennikiem przemocy, ale dokąd ten świat zmierza, kiedyś wszyscy dostawali i o ile lepszymi ludźmi byli? Wyjedziesz z tą wdzięcznością za lanie i przekonaniem, że tylko tak można. Wspomnisz o nastolatkach, którzy się buntują tylko dlatego, bo nie byli bici w dzieciństwie. Powiesz mi ile razy zbiłbyś moich synów, za ile rzeczy im się należało. Sama daję Ci argumenty, więc możesz liczyć razy. Mów co chcesz, wychowuję ja – na szczęście.

Będziesz mi udowadniać jaka jestem niedorzeczna, głupia, ograniczona, nowoczesna, idiotyczna i jaką krzywdę robię sobie i swoim dzieciom. A ja nie mam zamiaru Ci niczego udowadniać, codziennie robią to za mnie moi synowie i wiem, że za 20 lat będą wizytówką mojej miłości i wychowania.

Łączy nas jedno: jesteśmy przypadkami beznadziejnymi. Niestety Ciebie nie przeciągnę na swoją stronę. Na szczęście Tobie się to ze mną nie uda. Spodziewam się snucia przede mną wizji, w których przyłożę, pęknę i zrozumiem, że powinnam zrobić to wcześniej. Bardzo proszę nawijaj, mamy wolność słowa. Ja wiem swoje: nie uderzę. Większość z ekstremalnych sytuacji które mi tu wymalujesz może się w ogóle nie wydarzyć, a jeśli nawet, mam wielopokoleniowe przykłady i sama nim jestem – bez bicia można wychować dziecko na pełnowartościowego człowieka. Wiesz swoje, szkoda.

Więc po co to piszę, skoro wiem, że i tak nic do Ciebie nie dotrze? Po to, żeby ci rodzice, których udało Ci się przekonać do klapsa zobaczyli, że nakłaniasz ich nie do wychowywania a krzywy dzieci, do najgorszej przemocy; nie do klapsa a czynu zagrożonego więzieniem. Pomyślcie, każdy klaps zamiast naprawiać – niszczy.

I błagam, nie porównuj siebie i swojego klapsa, ze swoim dzieckiem i jego klapsem – inny człowiek, inna wrażliwość, inny świat.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.