Ostrzeżenie

Dostałam ostrzeżenie. Serce mi pękło, zalałam się łzami… Muszę Was ostrzec przed Waszymi szklankami, kubkami, filiżankami i wszystkim tym, w czym pijecie gorące napoje. Uważajcie w trakcie wizyt u ciotek i dziadków. Uczulajcie, upominajcie. Uchrońcie swoje dziecko przez niewyobrażalnym cierpieniem. Miałam poparzenia II i III stopnia i pamiętam ten ból, poród przy nim to pestka. Opisywałam Wam to już z perspektywy sześcioletniej dziewczynki, a dziś opowiem Wam to, czym podzielił się ze mną tata dwuletniej Martynki.

Musiał wyjechać na szkolenie. Żona w tym czasie była z klasą na wycieczce. Córka trafiła pod opiekę dziadków. Następnego dnia mieli się zobaczyć, bawiła się z babcią i czekała na dziadka. Popołudnie. Zapach parzonej kawy. Dzwonek do drzwi. To pewnie dziadek. Babcia poszła otworzyć. Wrzask. Telefon. Karetka.

Martynka została zabrana do specjalistycznego szpitala, umieszczono ją w izolatce, odwiedzać może ją tylko mama, wszystko po to aby ograniczyć bakterie i nie ryzykować zakażenia ran. Kawa, którą zaparzyła babcia, ta którą postawiła na stole i na sekundę odwróciła się aby otworzyć drzwi, które miała za plecami – zło wcielone. Tym gorącym napojem, tymi fusami dziewczynka oparzyła sobie twarz i dekolt. Stwierdzono oparzenia drugiego stopnia, ponoć nie wygląda to najgorzej, choć nikt ran nie widział, bo ukrywane są pod opatrunkami, a na zmianę opatrunku nikt z rodziców chodzić nie może. Dlaczego?

Lekarze chcą oszczędzić im bólu. Zmiana opatrunku to zdarzenie traumatyczne. Pierwszym razem nie wiadomo o co chodzi, ale przed każdym kolejnym cała się trzęsłam i płakałam. Pielęgniarka szybkim ruchem zrywa opatrunek przyklejony do całej płaszczyzny rany, leje się krew, dziecko wrzeszczy, pielęgniarka zakłada nowy. Spokój, do następnej zmiany. Kiedy dziewczynkę odwiedza mama, Martynka kurczowo łapie ją za palec i nie puszcza. Nie rozumie, że wszystko to, co się z nią dzieje, ma miejsce dla jej dobra. Boi się, cierpi, a rodzina razem z nią.

Tata Martynki udał się do szpitala. Wpuszczono go na oddział, jednak zakazano wejścia na oddział, stanął przed szybą, a za taflą szkła…
- To co zobaczyłem sprawiło, że umarłem kilka razy. Żona mówiła, że nie mogę płakać, więc nie płakałem. Moja mała dziewczynka, jak te… jak te… nawiedzone kobiety, jak ci chorzy psychiczne, przywiązana do łóżka za ręce i nogi, krzycząca z bólu mimo morfiny. Wyczuła moją obecność, spojrzała w szybę i rzucając się na łóżku zaczęła wykrzykiwać „ta-ta-ta-ta-ta”. Nie mogłem wejść. Nie mogłem jej pomóc. Żona spojrzała na mnie z takim cierpieniem w oczach… Musiałem wyjść. Usiadłem na ławce przed szpitalem i zacząłem płakać. Łkałem w głos dobre pół godziny. Musiałem. Po prostu płakałem nad jej cierpieniem, nad swoją niemocą i nieuwagą babci. Ale każdemu z nas się to zdarza, przecież do tego służy stół, do stawiania szklanek, nie przy dziecku… Dlatego błagam, uważaj na swoich chłopaków i ostrzeż kogo się da. Bo to co dzieje się z dzieckiem jest…

Tata Martynki na powrót zalał się łzami. Uważam. Pamiętam jak mnie bolało, wiem jak niewiele było trzeba. Dlatego piję gorącą kawę nad zlewem, daję chłopakom ciepłą zupę, ustawiłam czajnik z dala od zasięgu ich rąk i staram się gotować na niedosięgalnych dla nich palnikach. Gonię wszystkich, wszystkich upominam i mam oczy dookoła głowy, a przy dzieciach to i tak mało. Wy też uważajcie. Minimalizujcie ryzyko. Nie stawiajcie gorących napoi w zasięgu ich rączek. To tak niewiele, a może uchronić Wasze dzieci przed ogromnym cierpieniem i bliznami do końca życia.

Szacuje się, iż największa liczba poparzeń, bo aż 80% dotyczy dzieci poniżej czwartego roku życia. Spośród wszystkich poparzonych dzieci do 16 roku życia, aż 85% oparzeń spowodowanych jest zalaniem gorącą cieczą (kawa, herbata, kakao, zupa). Razem z tatą Martynki ostrzegamy i prosimy Was o szczególną ostrożność, zawsze!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.